czwartek, 27 września 2012

LV.15 [O naukach zdrowia publicznego]



Jeśli z trądu leczyć się chcesz ,
serce lwa w tę pędy bierz!.
Jeśli wpierw nie zabiję cie ów zwierz.

Cóż takiego skłoniło mnie, do pisania o zdrowiu i sprawach bocznych?
Pomijając kwestie tego, ze łatwiej wygrać w totka niż ogarnąć o czym co tydzień będę pisał.

Otóż ostatnio na naukach zdrowia publicznego, które muszę przymusowo pobierać co  tydzień, wpadłem na pomysł powiązania ów dziedziny medycznej z historyczną aferą sterylizacyjną, osławioną oczywiście przez Hitlerowskich Niemców. Mało kto wie ze Niemcy po prostu tak się wciągnęli w tą „Zabawę w Boga”, ze aż po przekręcali parę spraw w oryginalnej globalnej Eugenice, jawnie i naprawdę globalnej gdyż nie tylko Skandynawia i Polska miały na nią naukową modę.

Oryginalnie miała to być notka dotycząca zarówno „Nauk zdrowia publicznego” oraz "Afery Eugenistycznej" jak i jej powiązań z ów nauką. Lecz cały ten wspólny temat okazał  się tak obszerny, tak wielowątkowy, mimo swej obecnej wiedzy z obydwu tematów, ze aż potrzebowałbym dodatkowego tygodnia na skończenie tej notki  tak abym był z niej wystarczająco  usatysfakcjonowany.
Czego nie chciałem robić gdyż znalazłem inną metodę, aby był wilk syty i owca cała.
W chwili kiedy poprawiam ponownie ten wstęp jest aktualnie czwartkowe późne popołudnie bliskie wieczorowi, które niespodziewanie mi się zwolniło.

Tak więc korzystając z dodatkowego czasu, postanowiłem ponownie zmierzyć się z czasem?
Ów solucja polega na tym ze dziś skończę pisać o Naukach Zdrowiu, średniowiecznej farmakologi, aptekach, ziołolecznictwie i Umieralniach.  Zaś za tydzień światło dzienne ujrzy notka o Eugenię i jej powiązaniach z „Zdrowiem”. Aby nie przedłużać…


Czym jest zdrowie publiczne?

Chorujesz, idziesz do lekarza, leczy cię, sztab innych darmowych/płatnych medyków cię leczy i  jesteś zdrowy! Tylko kraj nadal chory. Lecisz do innych krajów, chorujesz, leczą cię, wdaję się infekcja spowodowana warunkami pracy medyków i albo umierasz albo dostajesz kłody pod nogi. Od tak jako pamiątka z podroży. A kiedy spytasz o specjalistę chorób jakiś to będą zdziwieni o co ci chodzi.

Właśnie taka przygoda uświadamia ci przepaść między medycyną twego kraju a medycyną innego kraju.
 Zmniejszenie tej przepaści jest głównym celem i zamierzeniem Nauk Medycznych, które przeważnie są propagowane i  wspierane przez różne organizacje zdrowia jak globalne WHO [World Health Organization] czy Czerwony Krzyż
Nauki Medyczne prócz swego patronatu nie są organizacją czy skupiskiem ludzi, lecz skupiskiem zawodów medycznych biorących na cel nie tylko pojedyncze jednostki lecz przede wszystkim całe społeczeństwo.
Zajmując się rozrostem medycznym  i polepszaniem warunków życia i zdrowi, dzięki nim mamy Weterynarie, Epidemiologię, Dentystykę, czy także Opiekę Społeczną.

Niektóre kraje walczą jawnie z  otyłością i brakiem aktywności wśród mieszkańców, zmniejszanie nie-sterylnych/nie-higienicznych operacji i miejsc  lekarskich. Lecz także promują higienę  wśród ludzi.
Także istnieję lekarska odmiana „ Nauk zdrowia publicznego” zwąca się „Medycyną społeczną” , którą zajmuję się profilaktyką i  uwarunkowaniami zdrowia w społeczeństwie.


Jak się przedstawiało nieoficjalne  „zdrowie publicznego” w  Średniowieczu?

Antyk i jego okolice są bardziej związane z raczkującą medycyną  a nie z zdrowiem  publicznym, omówię  przełomowe czasy średniowiecza.

Zdrowie publicznie w średniowieczu nie należało do pozytywnych spraw, medycyna była archaiczna i mało skuteczna zaś zawody mające dbać o zdrowie społeczeństwa był miszmaszem paru ze sobą odmiennych. Tak też wiarę „w leczenie”  społeczeństwa pokładano w wierzenia ludowe, umieralnie, utworzone dopiero co aptekarstwo, wierzenia religijne, i  to ze  przykładowo, skoro taki Kat może zabijać ludzi to się zna na anatomii i może odbierać poród, zaś fryzjer skoro zna się na cięciu może być chirurgiem.
Czego nie mogła dokonać ówczesna pomoc zdrowotna i apteki, w tym pomagali iluzyjnie  Świeci.  Jak Św. Łucja od oczu która sama się oślepiła twierdząc ze niegodnie jest być tak urodziwym, czy też Św. Erazm od jelit któremu nawinięto jelita na kołowrót.

Pod patronatem „nauk zdrowia publicznego” były ówczesne Szpitale i  przychodnie lecznicze, zwane Umieralniami i Przybytkami. Umieralnie  były  ubogie i wyspecjalizowane co do określonych grup ludzi, wiec  przyjmowały określonych biednych i chorych nad którymi piecze zdrowotną sprawowały ówczesne pielęgniarki, jeden okresowy lekarz ran, początkowo duchowy-medyk. Oczywiście później duchowi zostali w dużej mierzę odsunięci od leczenia, więc zastąpiono ich właśnie takimi „miszmaszami” jak fryzjer-chirurg. Specjalizacja „szpitali” były podzielona, dla niewiast, dla ubogich, dla umierających.

Zaś co  do przybytków sprawa ma się tak ze były obowiązkowe w każdej gminie jeśli nie było w niej „Szpitali”, do nich bardziej pasuję określenie umieralni gdyż często były dla ludzi  którzy i tak byli bliscy śmierci, więc chociaż leczono ich tak aby nie zarażali bardziej niż to robili, zaś dla innym było to miejsce aby ich spoczynek  wieczny przyszedł  w mniejszej agonii i samotności niż miała. Dodatkowo rzadko zjawiał się tam ktoś mający pojęcie o leczeniu, choćby nieoczyszczoną penicyliną zawartą w spleśniałym chlebie.

Nim skończę pisać o średniowiecznym lecznictwie i przejdę do innego tematu, zajmę się jeszcze tym jak wyglądało leczenie chorób  nie tyle co cielesnych, lecz  związanych ciałem i umysłem.,

Wierzono ze choroby są albo gniewem Bożym i premedytacją Szatana  by zwątpił w Boga, albo gniewem natury buntującej się przeciw człowiekowi, czy też  mają inne przyczyny, tak wiec leczono albo dziećmi natury albo praktykami religijnymi.
Podobno jagody jemioły  pomagały na epilepsje, zawarte w liściach naparstnicy glikozydy pomagały na serce, zaś kora z wierzby na bóle głowy, taka średniowieczna farmakologia  z użyciem naturalnej chemii.
Jeśli z trądu leczyć się chcesz,  serce lwa w tę pędy bierz!, jeśli wpierw nie zabiję cie zwierz.


Sposób w jaki leczono problemy i choroby, natury umysłu i jego pobocznych należały do surrealistycznych, choć w ówczesnym bardzo religijnym społeczeństwie było to uznawane za logiczny aksjomat, coś niezaprzeczalnego i oczywistego, no bo co taki plebs może wiedzieć o nauce leczenie „takich chorób”. 
Dla nas aksjomatem jest to ze problem leży  w psychice i zaburzonej gospodarce  człowieka, dla ludu średniowiecza oczywiste  było ze leży on w opętaniu, pokusach diabelskich, czy też innych klątwach które z heteroseksualisty robiły homoseksualistę.

Piszesz lewą ręką?  
Nie wierzysz w Pana?
Masz padaczkę albo depresję? 
Może zaś dolega ci radość i autyzm?
Żaden problem!
Średniowieczny sztab Egzorcystów i Lekarzy Duszy zajmie się  twym problem, dzięki czemu staniesz się zdrowy i poprawny jak reszta?

W owych czasach uważano ze takie dolegliwości nie wynikały z charakteru czy warunkowania, lecz z opętania i klątw  które trzeba wyegzorcyzmować, ewentualnie sprawić aby boleśnie przyznał się do swego nie godziwego zachowania i stał tacy jak inni, wtedy tez będzie zdrowy.
Gorzej jeśli taki „heretyk” był zaparty i się buntował, wtedy publicznie uznawano go za skażę na tle społeczeństwa  i eliminowało na rożne sposoby, jak czarownice.


O tym jak zioła stały się ważnym trybem w społeczeństwie.

Mimo tego ze średniowiecze miało wiele negatywnych i surrealistycznych stron [Nóżkę ucinamy!, do świętego się modlimy! I żyjemy dalej. ] miało ich także wiele pozytywnych. Prócz rozwoju medycyny i chirurgi które ówcześnie były stronami negatywni a później stały się pozytywne, do pozytywnych stron należy powstanie  aptek wraz z zawodem aptekarza i  i rozwinięcie ziołolecznictwa. 
Zaczęło się oczywiście  przewidywalne, mnisi wytwarzali dla siebie zioła i tym podobne a przy tym leczyli się nimi, lecz na tym ich związek z farmakologią i zdrowiem publicznym by się skończył, gdy nagle zjawiła się idea odstąpienia ich ziół za opłatę  ludziom spoza klasztoru. Idąc tą ideą rozpowszechnili i ulepszyli mocno tajniki ziołolecznictwa z swych przyklasztornych ogrodów leczniczych, zwanych herbular zaś  wytwarzający „leki” zwali się infirmierze.
 Ówcześnie apteki zwały się aptekami świeckimi i przypominały bardziej sklep ogólno-potrzebny niźli medyczny, sprzedawano tam rożne produkty jak kakao czy masło  jak i alkohole.

Przez co władza była przeciw „aptekarskim”  działalnością  mnichów, ponad to rozwój cywilizacyjny bardziej stał po stronie aptek świeckich niż klasztorników. Dopiero ingerencja Króla Fryderyka II sprawiła iż nastąpiło rozdarcie prawne między  apteką świecką a apteką Medyczną, król wprowadził także termin publicznej placówki sanitarnej, jaką były apteki medyczne klasztorników  oraz ustanowiono urzędowy cennik opłat za leki medyczne.
Zmiana ta wprowadziła samowolkę w funkcjonowaniu Apteki Medycznej już jako Obiektu Społecznego, a  nie obiektu przyklasztornego, w cieniu chaosu który zakładał ze nie było zasad kto może nią kierować, prowadzić sprzedaż, narodziła się profesja Aptekarza i podwaliny ówczesnej farmakologi.
Która jest ważnym  trybem w społeczeństwie aż pod dziś  dzień, i będzie do nieznanych czasów.

Lecz im cywilizacja posuwa się naprzód, tym więcej wymaga i więcej potrzebuję, rozdwajają swe gałęzie na  gałązki a zaś te na liście, tak też stało się z nie tyle co z medycyną  co z farmakologią i aptekami.
 Ziołolecznictwo nawiązało romans z chemią, kolejną nowo powstałą w średniowieczu nauką która zrodziła się  na gruzach alchemii. Im cywilizacja posuwała się na przód, tym ważniejsze i pionierskie stały się owoce ów romansu, leki stały się już połączeniem sił natury z siłami chemii, stały się obiektem nauki o lekach  czyli farmakologii.
 
Farmakologia uzyskała rzeszę przyjaciół w wielu późniejszych dziedzinach nauki i medycyny, wprowadzone zostało leczenie farmakologiczne w Biologii i Psychologii, nauczono się wiązać ją z odżywianiem organizmu i wyglądem skóry,  sprowadziła „Dar niebiańskiego uleczenia ” dla śmiertelników o każdej porze potrzebę bez przezywania męczarni.
Przestano uważać choroby umysłu i ciała za gniew nieba i pokusę  piekła, a zaczęto patrzeć na zdrowie publiczne jako naukę wymaganą do zdrowia społeczeństwa.  


Jak oficjalnie tworzyła  się „nauka zdrowia publicznego?

Pod kątem naukowym, nieoficjalnie  narodziny Nauk Zdrowia Publicznego  były już na  początku istnienia cywilizacji ludzkiej, kiedy  zajmowano się kojarzeniem  co może powodować choroby i problemy z organizmem ludzkim, mimo iż już wtedy zajmowano się zdrowiem społeczeństwa, to  wiedza i praktyka przeciw  wrogom ludzkiego zdrowia stała na niezwykle niskim i podstawowym poziomie. Było wiele przełomowych postępów medycznych i zdrowia publicznego, lecz także  wiele cierpienia i panujący chaos w sferze zdrowia, epidemii, chorób, leczenia, i walki z tym wszystkim. Dla tego też zacznę od  najbardziej przełomowych czasów, czyli  nowożytnych.

Za  oficjalne narodziny przyjmuję się dwie daty. Wpierw XVII wiek gdy  Johan Frank zdefiniował pojęcie Zdrowia Publicznego  jako  „Sztukę ochronny człowieka i towarzyszących mu zwierząt  przed konsekwencjami zagęszczenia na ziemi (…) a w szczególności  jako sztukę umacniania ich cielesnych  odporności, żeby móc  bez chorób z powodu złych fizycznych mocy, odsuwając je jak najdalej od siebie, możliwie jak najpóźniej ulegać ich działaniu. ”
Tym samym  oficjalnie zaczynając  formować ramy i formę Zdrowia Publicznego,  na które składa do dziś się dotychczasowa wielowiekową wiedza ludzka o zdrowiu społeczeństwa.

Zaś drugą datą mającą miejsce w drugiej połowie XVIII wieku. Kiedy to  w Ameryce dokonano przełomu walk z chorobami i infekcjami, wykorzystując do tego powstanie szczepionek i mikroorganizmów  mogą pomoc społeczeństwu. Nową wiedzę zawarto  w  „Report of the sanitary commission of Massachusetts” której autorem był  Louis Pasteur. Od tego czasu edukacja i zajmowanie się zdrowiem społeczeństwa, stała się się znacznie bardziej priorytetowa  owocna i propagowana.
Ostatecznie nauki o zdrowiu społeczeństwa ustabilizowały się w 1948 roku, wtedy to  WHO utworzyło I przyjęło prawnie  Konstytucję Światowej  Organizacji  Zdrowia z utworzona 20 lat wcześniej oficjalną  definicją zdrowia.
   
 I tak powstała to, co mamy dziś. 
Tak wygląda historia  zdrowia publicznego, zawodu twego dentysty czy lekarza.

To tyle na ten tydzień, szczerze powiem ze jestem usatysfakcjonowany tym ze ze udało mi się napisać tą notkę tak, ze nie czuje się zawiedziony a wręcz przeciwnie! 
Tysiąc dziewięćset słów to mój nowy rekord  blogowo-pisarski :D
Dotąd przekraczałem ów liczę jedynie w opowiadaniach swych. 
Czas: Czwartkowy wieczór nie daleko północy. Notka skończona.

Baii!

czwartek, 20 września 2012

LV.14 [Biblioteka Ekscentryków - Postacie cz.2]



Pada.
Krople deszczu bezwstydnie, i swobodnie rzucają się z  wszechogarniających chmur w otchłań. W otchłań ich śmierć zwiastującą, ciała wodniste który dotkliwszy powierzchni nasad  brutalnie ginące. Spadające kamikaze z prędkością nie widoczną dla człowieka, bez żadnego spowalniacza czasu jak kamera czy aparat. Swymi kropelkowymi ciałami zalewające tereny, okolice,  budynki,domy,lasy, swymi  trupami.

To świetny czas na siedzenie w pomieszczeniu i czekanie, czekanie aż ich męczarnia się skończy, najlepiej zająć się czytaniem, graniem, oglądaniem, pisaniem, rozmawianiem.
Do tego samego wniosku, doszła dziś obecna w bibliotece trójka ekscentryków którzy byli nieobecni, czy  też za bardzo niechętni do wywiadu w poprzedniej notce jedenastej. Dlatego także dziś, w ten deszczowy pochmurny dzień objawią swe oblicze i a nuż kogoś zainteresują, dzięki czemu nudzić się nie będą. Co akurat często szkodzi pewnemu fascynatowi mitologicznemu i prywatnemu aktorowi.  
Akurat dziś Wrzesień ciągnący za sobą za jesień zaprezentował cześć swych możliwości...

Biblioteka Ekscentryków
CZ.2

4[1]. Darmowy Aktor
Katalog Biblioteki „Outsider”
Dział : Czytelnicy
Strona : Druga

Typ:  Tłumacz języka francuskiego, re/inscenizator.
Kolor włosów i oczu : Do ramion fioletowe loki, szare.
Typ włosów :  Kręcone loki.
Pseudonim czytelniczy:  Serbi.
Ubiór:  Szara kamizelka  w kratę, i spodnie z tego samego materiału.
Cytat : "La vie est un Theatre – Zycie jest teatrem."

Granica między wyimaginowanym światem, a szara rzeczywistością może być bardzo cienka. Nie każdy wybitny ekscentryk w swoim dziwacznych świecie potrafi sie odnaleźć  w mgłach rzeczywistości. Ów bohater posiadając y dusze artysty jest niezwykły w porównaniu z jego poprzednikami, gdyż jako jedyny nie popadł w sidła skrajności i potrafi rozgraniczyć oba wymiary -  włącznie subiektywny, czyli podlegający wyobraźni, od świata realnego do którego każdy musi się przystosować.

Mimo iż Serbi  zachowuje sie  w niespotykany sposób, posiada trzeźwy  i rzetelny światopogląd dzięki czemu potrafi się utopić w niepozorny tłum, i zrozumieć tok  myślenia całkiem normalnego i przeciętnego człowieka. A nie w specyficzne myślenie jak Etienet. Najważniejsze  w jego osobie jest to,  ze reprezentują swoją osobą czyste piękno. Nie narzeka jak typowy Polak, każde jego słowo niesie za sobą pogodzenie ze światem.
Odciął sie od rzeczywistości, dopiero potem gdy solidnie ją poznał, na uwagę zasługuje fakt ile dojrzałości ma w sobie pomimo młodego wieku. Odgrodzenie sie od świata nie jest aktem zniesmaczenia nim, lub poprzedniego wielkiego cierpienia.  Nie jest bohaterem dotkniętym przez niemiecką przypadłość Bibliotekarki, na izolacje zdecydował się tylko z racji znudzenia sie rzeczywistością. Nie oznacza to, ze jakoś cierpiał z powodu schematów, żyje w rzeczywistości  bez zobowiązań i takie też są jego związki. Zawód który wykonuję jest lekki, szarooki jest luzakiem pogodzony ze światem o stoickim gruncie co do uczuć i życia, interesuję się astrologią i literaturą 19 wieku, a przy tym jest obojętny na otoczenie.

 Powracając do jego ekscentryczności, Serbi odtwarza życie bohaterów perfekcyjnych i wcale nei podchodzi do tego lekko, zanim świadomie wpędzi się w depersonalizacje,  kilka dni wcześnie starannie przygotowuje scenerie, by pasowała do rzeczywistości jego  wybrańca. Zmienia wystrój wnętrza, a gdy zamierza odtwarzać losy postaci z powiesi przygodowej tworzy nowe ścieżki, gra trwa nawet do tygodnia. Z racji ze cierpi na  arachnofobie,  tylko widok pająka potrafi go wybić z rytmu iluzji. Podczas konserwacji układa  w myślach życiorys rozmówcy -łączy osoby z danego otoczenia w  pary,wymyśla zależności miedzy nimi - mniej lub bardziej zawiłe. Słowem - w umyśle tworzy cały czas książkę. Na tym polega jego fenomen, człowiek którego myśli nigdy  nie krążą po temacie rozmowy, którego nikt nie podejrzewałby o takie oderwanie od rzeczywistości. Potrafi z niezwykłą lekkością dostosować sie do realiów w których się znajduje sie obecnie, być w pełni zaangażowany a nie ślepo podlegając roli.


5[2]mentalnie Dryfujący
Katalog Biblioteki „Outsider”
Dział : Czytelnicy
Strona : szósta

Typ:  Pomocnik , Manipulator.
Kolor włosów i oczu : Blond i piwne. 
Typ włosów :  Średnie, lekko falowane zaczesywane do tyłu. Zwisa mu falowany kosmyk włosów do nosa.
Ubiór : Pomarańczowa koszula w kratę,poszarpane jeansy.
Pseudonim czytelniczy:  Abelard
Cytat : „Wyleczyć urojenie jest łatwo , zaszczepić w innych urojenia… to jest coś. ”

Tajemnicza postać, której wiek jest nikomu nieznany. 
budzi zainteresowanie wrodzonym magnetyzmem osobowości, zaś na widok delikatnych rysów twarzy i niewinnego  spojrzenia  serca ludzi giną w rozczuleniu. Posiadacz nieskomplikowanej i budzącej zaufanie aparycji, posiada w ramach kontrastu chaotyczne wnętrze.
Dryfuje po swojej mentalnej przestrzeni, często napotykając sie na stan niebytu i pustki. Wówczas niema świadomości mechanicznie wykonywanych działań; sprawia wrażenie  nie poradnego a w oczach mniej wyrozumiałych - mało inteligentnego. Ludziom trudno ocenić, kiedy używa sarkazmu, a kiedy wypowiada sie całkiem poważny. Nie ważne czy żartuje, wszystko wypowiada z tym kamiennym wyrazem twarzy nie zdradzając żadnych emocji.

Abelard jest podatny na depersonalizacje przez co zbytnie  wgłębianie sie w siebie, skutkuję poczuciem bycia w obcym ciele. Bywa ze wtedy nie potrafi się kontrolować, zachowuję sie wtedy jak osoba która wierzy ze jest.Ucieka od typowych realiów życia i unika jak ognia ludzi skłonnych do manipulacji, z obawy, iż gdy za bardzo sie do nich zbliży, będą chcieli mu odebrać ważnych ludzi. w tym działaniu, wykazuję sie hipokryzją biorąc pod uwagę  fakt ze sam nie może zyć bez manipulacji.
Ów piwnooki był nawet zdolny psychicznie zniszczyć raz człowieka, nie mając przy tym wyrzutów sumienia. Od dziecka ma nad sobą słabość do ludzi którzy roztaczają nad sobą aurę smutku. Kocha patrzeć na twarze emanujące przygnębieniem i powaga. Fantazjuję o związaniu rąk i nóg partnera/ki w czasie seksu, uwielbia pełne zniewolenie. Wie na dodatek, wie ze w ten sposób wryję się w pamięć gdyż jego chorą ambicją jest stanie sie kimś ważnym. Młodzieniec walczy z osamotnieniem wbijając sobie do głowy przekonanie o własnym nadczłowieczeństwie.
Nie lubi pożyczać pieniędzy, ale z własnej woli daje  więcej niż sobie.



  Realizuję na dwa sposoby marzenie o zostaniu istotną dla ludzkości jednostką. Wykorzystuję ludzi, kieruję rozmową tak by  uzyskać upragnioną reakcje. Wyśmiewanie ich słów i pozornie normalnych odpowiedzi przynosi mu ukojenie.
Potem brzydzi sie  osobą którą zmanipulował, uważa ze za łatwe dojście do celu jest nudne. Nie ważne czy jesteś wyrzutkiem w grupie do której  należysz, jesli tylko wyróżniasz sie z tłumu zasługujesz na jego uznanie.
Tworzy wiele iluzji, często by nie czuć wyrzutów sumienia przed sobą samym.

Blondyn jest niczym domek z kart, może przez  długi czas być pewien siebie, lecz wystarczy podmuch by karty sie rozpadły.Wtedy buduje je na nowo,za każdym razem w inny  sposób.   W swoim pokoju posiada wiele pluszowych zabawek, maluje twarz farbami zakrywając tym samym ją wszystkimi kolorami tęczy. Twierdzi iż tylko wtedy ma wstęp do ich "wymiaru", zaś kiedy już sie do niego dostosuję to wtedy przeprowadza poważna  rozmowę z każda z maskotek.
Twierdzi ze został powołany do pomocy każdej istocie żywej i martwej. Wywiad psychoanalityczny przerywają napady histerii. Kocha koty i głaszcze wyimaginowane niezależnie od sytuacji. Ma chore ambicje bycia najlepszym i źle znosi porażkę, przygotowuję się do każdej rozmowy czy też pisania, myśli nad słowami które ma powiedzieć, tak długo puki nie jestem pewien zrobienia wrażenia na rozmówcy. Ma silną intuicje oraz empatię, poza tym kocha czytać książki napisane przez ludzi którzy na własnej skórze przeżyli ciężkie choroby.
Często można go spotkać w B.E oraz poza nią w towarzystwie Bibliotekarki. Od pewnego incydentu uważa ją za swą bratnią dusze.


6[3]. Fascynat Religijno-Mitologiczny
Katalog Biblioteki „Outsider”
Dział : Czytelnicy
Strona :  jedenasta

Typ:   Ksiądz, Mitologoznawca, Religioznawca.
Kolor  włosów i oczu:  Brązowe & Brązowe.
Typ włosów :  Krótkie,.
Ubiór:  Płaszcz lub zwykłe ciuchy. Zaś pod nimi bandaże na całych torsie i ramionach.
Pseudonim czytelniczy: Ksiądz Zaxal.
Cytat : „Gniew Bogów spadnie na was,  z rąk mych oczyszczenia dostaniecie”

„Przez wiatry Quetzalcoatla, ciemności Ixnab, pioruny Thora, iluzje Lokiego, sztormy Posejdona, oto jestem!”
Zwykł mawiac na uroczyste powitanie, zaś na mniej przeważnie mówi „Pochwalony”.
Odkąd zyskał prawną pełnoletniość poświecił swe życie zgłębianiu tajnik religijnych jak i znacznie później tajnik mitologicznych.  Ten właśnie okres  pełnoletniości skierował ów byłego ateistę na ścieżkę religijności i mitologii, które stały się sensem jego życia.

Nie jest Księdzem.
Studiował teologię na trzech uniwersytetach, lecz z każdego utracił miejsce na rzecz swoich ekscentryczności czy też znudzenia ogólnego.  Nie uzyskawszy wyższego wykształcenia modlił się do  Bóstw rożnych religii i mitologi o pomoc i wsparcie, przez wiele godzin pogrążony był w rozpaczy i braku możliwości „życia swą wiarą”.

Wten dostał objawienia!
Wedle tego co twierdzi, Mezoamerykańskie Bóstwo Wiatru zwące się „Quetzalcoatl” obdarzyło go wsparciem i pomocą w życiu swą wiarą. Od tej pory zajmuję się fałszowaniem dokumentów aby móc pracować jako Ksiądz, Pastor, czy też inny „propagator religijno-mitologiczny.” Lecz  nie być nachalny jak wyznawcy innych religii.

 Ów ksiądz o bursztynowym spojrzeniu jest niezwykłą mieszanką encyklopedii  mitów i legend oraz wiary religijnej z wszystkich stron świata. Choć sam uznaję siebie za wyznawce wierzeń Mezoamerykańskich, ówcześnie zwanych Indiańskimi czy też Majowo-Azteckimi, jego poglądy wiary są lekko inne.  Dlatego właśnie twierdzi ze „wiara w jednego Boga czy też w jedną Religie jak i Mitologie, jest pogardą dla potęgi i obszerności tychże uniwersum”.
Dla tego właśnie ma sporą wiedzę o wszystkich znanych mu Mitologiach,Religach i Wierzeniach, co widać po tym ze często o nich mówi i wplata je w swe słowa i czyny.

Ekscentryzm Zaxala objawia się w jego słowach i czynach, często usprawiedliwia swe czyny wolą i pragnieniem Bóstw, czego idealnym przykładem jest to  ze na jednym z uniwersytetów zalał cały dziedziniec wodą, gdyż Posejdon skarżył się na jego suchość. Innym dobrym przykładem jest to ze za namową Azteckiego Boga Zła głosił upadek „piątego słońca” w 2012 roku, tzw. Apokalipsę Majów.   Jednakże dwe rzeczy są niewytłumaczalne u niego, to dlaczego z reguły chodzi z jawnie zabandażowanym ciałem i szyją, skrytymi lub nie pod róznymi ubraniami.
 A także to dlaczego badania psychiatrycznie nie wykazują u niego żadnych nieprawidłowości.

W wolnym czasie „Integruję się” z Bóstwami i powiększa swą wiedzę o nich, czyta dystopiczne i psychologiczne książki, integruję się z swoimi studentami czy też podopiecznymi, jak i uczy się Łacińskiego.
Nie cierpi przekleństw i motywu składania ofiar czy też manipulacji, a także różowego i kukurydzy.
Jego ulubionym daniem są Szwedzkie kulki mięsne z Ikei, które jada na złość Bogom Indyjskim a na cześć Bogom Nordyckim.  Zmienił sobie drogą urzędowa imię na „Adam”, na cześć pierwszego człowieka w religii Chrześcijańskiej.

Tym wyznaniem kończymy wywiad i wychodzimy już  z Biblioteki, skończyło padać.
Można już wyjść, zająć się sobą na lekko nieświeżym od miejskich toksyn powietrzu, tak samo panowie zaczęli  zmierzać po swe okrycia … da się jeszcze usłyszeć jak Zaxal narzeka na ciemności, z pewnością zesłane przez Panią Ciemności Ixnab spiskującą z Hadesem. Widać jak czule Abelard się zegna z Etienet, zbierającym tym samym gniew ignorowanego Zaxala przeklinającego go na Boga Wojny.

Za jakiś czas wrócimy ponownie przeprowadzić wywiad z pozostałymi, lecz wpierw przydałoby się napić ciepłej, smacznej, czekolady albo herbaty w ten ciągnący za sobą jesień dzień.